niedziela, 17 października 2010

środa, 6 października 2010

dobry moment.

Fitness odpręża, usuwa napięcia, wykańcza.. ale nie odchudza. Nie obchodzi mnie to: pierwszy raz w życiu pozbyłam się chorej tendencji do codziennej obserwacji wagi i obwodów. Nie jest tak że nie mam dla kogo.. bo niby mam. Z tym że niby to o wiele za mało żeby wpieprzać otręby.

"Tak właśnie jest. Tylko dzień dobry, jak leci, w porządku, do jutra.
Takie bla bla bla, ukrywamy prawdę nie gadamy o niej wcale"


Nie mogę napisać "no i nadszedł czas", to oznaczało by podjęcie jakiejś decyzji, próby.. a przecież to co się dzieje dzieje się samo i ani moja dobra ani zła wola nie ma w tym najmniejszego udziału. Czekanie na koniec i jeszcze bardziej czekanie na jakiś w tym końcu początek. Ale to wszystko wyszlo beznadziejnie co? Pomyłeczki, pomyłeczki.. no ale co nas nie zabije sratatata.

Dziewczyno ale pusto puuusto..

A i będzie tak. Ktoś zacznie czytać bloga -> poda go dalej -> mój wielki talent do niewiadomoczego zostanie odkryty -> w końcu zostanę sławna i bogata (to przecież i tak było pewne) -> wtedy zorientujesz się że zjebałeś w swoim życiu, moj drogi, coś bardzo ważnego, ale już będzie za późno, bo jajecznicę na śniadanie będzie robił mi Javier Bardem.

ps. Mam ochotę głośno klnąć i palić fajki. Nie mogę zrobić tego w domu, pomyślałam więc, że ukwiecę pięknymi k*** ten oto wpis (fajki na blogu nie zapalisz). Adres ten sprzężony jest z moim gmailem więc chyba sobie podaruję. Przecież "ona nie klnie" (i nie pali). W kazdym razie jeśli ktoś kiedyś to przeczyta nie wie, że niech ładne słowa mam ci ja w głowie tego pięknego wieczoru.

http://www.youtube.com/watch?v=x53q_kZAdj8

ps2. a ten bloger to produkt googla! pozdrawiam wyżyny z mojego grajdołu.