poniedziałek, 1 listopada 2010

ta słodka sztuczna farbowana na czerwono wisienka

To jest odruch bezwarunkowy. Dzieje się tak zawsze i nie potrafię nad tym zapanować. Wchodzę do cukierni, szukam, patrzę.. i jest. Wielkie białe ociekające lukremśmietanączekoladąsłodyczą wszystkim ciastko. Wygląda najpiękniej.. więc biorę. Jak mogę nie wziąć w końcu ta wisienka......

Kiedy idziesz na pierwszą randkę wciągasz brzuch zakładasz wyszczuplające majtki i prostujesz kręgosłup do tej niewystępującej w przyrodzie formy-idealnej.
Nawet siebie zadziwiasz swoim pięknem..
...zadziwiasz też oczywiście jego.
Randka (w tym idealnym przypadku) wypada wspaniale. Po niej są następne.. na których i brzuch i kręgosłup wracają na swoje miejsce, ale Ty (w tym idealnym przypadku) bez napinki fascynujesz go jeszcze bardziej, bo taaak to ta prawda jest piękna. Bo Twoja twarz bez fluidu jest piękna. Bo Twój prawdziwy zapach działa bardziej niż nowe "Beauty" Calvina Kleina.

Więc nie chcę się bawić w maskaradę kiedy zlatujemy się po tych 2 tyg lub miesiącu rozłąki. Ale chcę być piękna, idealna, chcę żeby te pieprzone 3 dni (sic!) były perfekcyjne i dawały siłę na dalszy czas. Tylko że to nie jest życie, to kłamsto i ułuda. I pustka tak na prawdę.
Bo czarna dziura do której potem wpadam... szkoda gadać.

Kiedy wracam do domu i wyciągam ciasto z pudełka okazuje się zbyt mdłe i za słodkie, ilość zawartych w nim kalorii nieproporcjonalna no i do tego ta okropna słodka sztuczna i farbowana na czerwono wisienka.

ps. ale z drugiej strony wiem, że kochasz. wiem, że ja kocham. I tylko ona, zła karma, ta fałszywa sucz.....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz